powrót do strony głównej

Indie, Tajlandia, Laos, Wietnam, czyli 4 miesiące w Azji Południowej
3 osoby, 4 miesiące, 4 kraje.
Pięknie, ekscytująco, egzotycznie i upalnie. Ciągle coś nowego, coś niespodziewanego - właśnie tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Tętniące życiem bazary, riksze i rowery, gęste dżungle, mętne rzeki, bawoły, słonie i małpy, prastare ruinyi świątynie. I jeszcze ludzie o różnych twarzach, zawsze dobrzy, pomocni, cierpliwi i uśmiechnięci.

Indie to szał barw i kształtów i zapachów. To wir ludów, kultur i religii. Kraj kontrastów - istna namiastka pierwotnego Haosu. Byliśmy na południu i na północy, w gajach bananowych, na spalonych słońcem równinach i w rozległych Himalajach. Podpatrywaliśmy pogrzeby na ghatah Waranami, dzikie zwierzęta i ciężką pracę na tarasowych poletkach. Nauczyliśmy się targować, znosić upał i nie tracić cierpliwości w każdej sytuacji.

Tajlandia to dobrodziejstwa postępu i technologizacji, a równocześnie ciche pola ryżowe, malutkie wioski, spokojne życie. To tradycja, monarchia i duma. To także kraj, gdzie świetnie działa autostop, klasztory buddyjskie zapewniają darmowy wikt i opierunek, a ludzie są niezwykle życzliwi i gościnni.
W Laosie trzeba uzbroić się w cierpliwość, godzinami czekając na transport na mało uczęszczanych drogach lub maszerując po błotnistych traktach. A najlepiej przesiąść się na łódź, spływnych rzek jest bowiem pod dostatkiem. Można wtedy zagłębić się w tropikalną dżunglę, odwiedzić maleńkie wioseczki z bambusowych chat na palach, podziwiać kolorowe motyle i ogromne modliszki. Wietnam to skansen komunizmu, czerwone flagi, złote gwiazdy i pozostałości wojny. To także przepiękne, zielone góry, rozległe pola ryżowe, tarasowe uprawy kawy, herbaty
i przypraw, morze i wspaniałe, puste plaże.

Karolina Kwiecień